Menu

Obserwatorium Katastrof - OK!

Jerzy Kałwak - gazeta prywatna

Sylwy marcowe 2017

kalwakjerzy

Ja już drzewo przeprosiłem za Szyszkę. W imieniu całej rodziny.

*

Szanowni Znajomi, donoszę uprzejmie, że FB usunął wczoraj mój komentarz na temat sugestii Biedronia, że prezes głaszczący kota ma homoseksualne preferencje. Ten tekst miał tytuł "Spisek pedziów?". Przepadł mi. Jeżeli ktoś go udostępniał, to proszę o plik lub link. Chętnie go odzyskam, bo nie chce mi się go pisać ponownie.
*

Muszę iść na dłuższą przerwę od FB. Popstrykać foty, napisać coś pięknego, posłuchać dobrych piosenek - https://youtu.be/pcCLdmHA-_M.

*

Postudiowałbym z przyjemnością coś równie ekscentrycznego, jak filologia polska.

*

Dziewczyny! Rodzić i podrzucać lekarzom i księżom. Oni mają klauzule sumienia.

*

My wszyscy skończymy nie najlepiej. Czy to, że wszyscy, jakoś Panią rozweseliło?

*

PiSiaki postanowili skazać drzewa na wycinkę, żeby zemścić się na tej brzozie smoleńskiej, która rzuciła się na tupolewa.

*

Pan Radziwiłł, minister zdrowia, powiedział, że nastoletnie dziewczynki biorą pigułki "dzień po" po kilka razy miesięcznie, a niektóre nawet codziennie. To by znaczyło, że gimnazjalistki puszczają się codziennie, jak jakieś króliki. Statystyki medyczne tego nie potwierdzają. Czyżby minister zdrowia miał jakieś niezdrowe fantazje erotyczne na temat lolitek?

*

Arkadiusz Mularczyk to kolejny absolwent prawa UJ, obok Andrzeja Dudy, który musiał opuścić sporo zajęć, a mimo to pozdawał egzaminy.

*

Triumf prawdy jest nieunikniony.

*

Ministrowi Waszczykowskiemu nie byłoby łatwo udowodnić swoje twierdzenie, że Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej "zwalcza polski rząd".  

Tak właśnie uzasadnił w wypowiedzi dla TVPolsat sprzeciw rządu wobec tej kandydatury. Rząd PiS ma po prostu złą opinię we wszystkich instytucjach UE. Tusk został przewodniczącym na więcej, niż rok przed powołaniem rządu PiS. Od tego czasu raczej unika krytykowania tej ekipy, a na pytania odpowiada powściągliwie i wymijająco. Oczywiście, że tego rządu nie chwali, bo to nie jest obecnie jego rola. Jeżeli już krytykował jakiś rząd w ostatnim czasie, to był to rząd Anglii. Ten na pewno za tę twardość wobec Anglików zechce mu się odpłacić.

To, co zrobiono z kandydaturą Saryusz-Wolskiego to clownada, raczej bardzo amatorska, bo nikogo nie bawi. Nawet samego clowna.

Europa znów ma kłopot z "tą Polską". Zawsze jest jakiś kłopot "z tymi Polakami"! Nie potrafią normalnie się zachować i niczego się nie uczą. Takich komentarzy możemy się spodziewać. Taryfy ulgowej nie będzie, prezentów i handikapów też nie. Jest po prostu 28 interesów do załatwienia. Co polski rząd sprzeda, jakie interesy, aby pogrążyć Tuska? Kiedyś na pewno tego się dowiemy.

*

Donosy mamy we krwi. Przyłębski i jego kwity - wielkie mecyje! Już wtedy poświęcał się całym sobą w służbie Narodu. ("W służbie Narodu" to tytuł tygodnika branżowego MO, SB i ORMO.)

Ludność w PRL nie musiała niczego podpisywać, aby pisać anonimowe i nieanonimowe donosy do każdej instytucji i na każdego w każdej sprawie. M. Mońko, znany reportażysta, uważa, że współcześnie donosów jest jeszcze więcej: http://wpolityce.pl/…/184623-michal-monko-donos-jako-litera…. To znaczy, że NARUT utożsamia się z władzą bardziej, niż za komuny.

Swoją drogą, szkoda, że w PRL wszyscy nie wstąpili do PZPR i wszyscy nie zostali TW. Dzisiaj nie mieliby ludzie tylu kłopotów z pamięcią.

Tłumaczenia A. Przyłębskiego co do podpisania deklaracji współpracy z SB są groteskowe. Chce dzisiejszym analfabetom wmówić, że w ten sposób oszukał SB i wyłudził od niej paszport. Niestety, nie jest jedyną żyjącą osobą, która w tamtym czasie, będąc studentem, ubiegała się o paszport. Swoim życiorysem próbował już kręcić pogromca Trybunału Konstytucyjnego poseł Piotrowicz, też mu nikt nie uwierzył.

Tak się składa, że ja też parę razy chciałem i jakoś nie chcieli mi dawać. Wiem, kto dostawał od ręki. Na pewno dzieci członków PZPR, na pewno członkowie PZPR i ich rodziny. Zasłużeni dla PRL mieli paszport na każde żądanie. Ode mnie SB w 1981 roku po odwołaniach zażądała kaucji za studia na kwotę 103 tys. zł ("bo mogę nie wrócić, a państwo mnie wykształciło"). Mam na to papiery. A 24 lipca 1982 po zatrzymaniu oferowali mi paszport w jedną stronę, tzw. one way ticket ("ma Pan rodzinę we Francji, może Pan wyjechać"). Nigdy podczas tych starań nie dostałem takiej propozycji, z jakiej skorzystał student Przyłębski. Do współpracy zapraszano pewien typ anatomiczno-osobowościowy, o konsystencji dość rzadkiej. Pierwszy paszport dostałem już po upadku systemu w 1989.

W gazecie napisano, że prof. Andrzej Przyłębski pracuje na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, jest m.in. członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP i działaczem Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego. - http://wiadomosci.dziennik.pl/…/516567,prof-andrzej-przyleb…
Czekamy na informacje o tych jego zasługach dla władzy, których jeszcze nie znamy. "Rękopisy nie płoną" - napisał Bułhakow.

*

Prezesik zmarginalizował się ostatecznie i w pełni. Już tylko w gazetach redagowanych przez własnych klakierów może opowiadać o swoich fobiach, podbijać Europę, obsadzać swoimi ludźmi najwyższe stanowiska w Unii Europejskiej.

Rodząca się SPEEDLY EUROPE raczej Polski nie wykluczy z UE, pomimo usilnych starań narodowo-socjalistycznego PiS o to, by nas wyrzucili.

Kaczyński takiego łatwego usprawiedliwienia nie uzyska. Nie będzie mógł przerzucić odpowiedzialności za polexit na Niemców i Tuska.

Do tej pory Tusk był stronnikiem jednej prędkości dla wszystkich, z zachodu i wschodu, i spowolniał polskie wchodzenie do strefy euro. Za biedni byliśmy i jesteśmy.

Speedly UE nadal będzie potrzebować rynków biedniejszych krajów, szczególnie takich jak nasz, żeby na nich sprzedawać swoje towary i robić interesy.

Istotne jest pytanie: czy - po brexicie - Polska miałaby swoje krzesło w Wersalu, a straciła je, bo PiS tak chciał. Ja tego nie wiem.

Wygląda na to, że jeżeli znalazły się krzesła dla kryzysowych Włoch i wstającej z kolan Hiszpanii, to dla wspinającej się Polski też by się znalazło. Być może za cenę szybszego przyjęcia euro?

Parafiańskie szkodnictwo tych niedorostków od Rydzyka jest przerażające! W rezultacie do szybkiej siódemki/ósemki zostaną doproszone Czechy jako kraj stabilny gospodarczo, bez deficytu budżetowego. I przewidywalny.

*

Dziki narót zadeptuje Polskę

6 marca wstawiłem na FB informację na temat dramatycznej i skandalicznej sytuacji zbiorów Filmoteki Polskiej, w której niszczeje pół miliona kaset z taśmami filmowymi, dorobkiem stu lat polskiej kultury filmowej. Po tym artykule "Newsweeka" (tekst: Aleksandra Pawlicka, ilustracja: Adam Wójcicki) należałoby wyrzucić na zbity pysk ministra od kultury z całym szeregiem jego podwładnych.
http://www.newsweek.pl/…/potop-w-filmotece-bezcenne-tasmy-s….

*
Trochę poszukałem i stwierdzam, że moja teza, iż polski rząd nieproporcjonalnie dużo wydaje na "kościoły, na ŚDM-y, na interesy Rydza", znajduje potwierdzenie. Oto wybrane z sieci publikacje:

Muzeum Historii Żydów Polskich - 180 mln
Z budżetu państwa i budżetu Warszawy na inwestycję wydano w sumie 180 mln złotych. Każdy podatnik wyłożył więc ponad 7 złotych. 140 mln dołożyło stowarzyszenie ŻIH, które odpowiada za sfinansowanie i organizację wystawy głównej. Stowarzyszenie zapewnia też bieżący budżet oraz działalność edukacyjną i publiczną muzeum.
Inicjatywa utworzenia Muzeum Historii Żydów Polskich narodziła się w Stowarzyszeniu Żydowski Instytut Historyczny. Na pomysł muzeum wpadli na początku lat 90. Grażyna Pawlak, która była wówczas dyrektorką Żydowskiego Instytutu Historycznego i Marian Turski, dziennikarz, a teraz także przewodniczący Rady Muzeum. Wzorem dla nich były: Muzeum Diaspory w Tel Awiwie i Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie.
Dzięki wsparciu indywidualnych oraz instytucjonalnych darczyńców z całego świata - głownie z USA i z Wielkiej Brytanii, w 1995 roku. możliwe było rozpoczęcie prac nad projektem muzeum i kontynuowanie ich - jako inicjatywy społecznej - aż do roku 2005 roku, gdy oficjalnie powołano do życia Muzeum Historii Żydów Polskich. Prace przy jego budowie ruszyły latem 2007 roku. - http://www.money.pl/…/muzeum-historii-zydow-polskich-koszto….

Świątynia Opatrzności Bożej - co najmniej 220 mln
W 2011 r. Ministerstwo Kultury wyasygnowało ponad 2 mln na pokrycie kopuły świątyni, pod którą znajduje się muzeum, a po milionie - na instalację elektryczną w budynku. Prezes Centrum Opatrzności Bożej ujawnia dotychczasowy koszt inwestycji: sama świątynia pochłonęła 160 mln zł, doliczając wydatki na muzeum rachunek sięga 220 mln zł. To prawdopodobnie więcej niż koszt bazyliki w Licheniu, który szacowany jest na 200 mln zł.
W 2011 r. Ministerstwo Kultury wyasygnowało ponad 2 mln na pokrycie kopuły świątyni, pod którą znajduje się muzeum, a po milionie - na instalację elektryczną w budynku. Prezes Centrum Opatrzności Bożej ujawnia dotychczasowy koszt inwestycji: sama świątynia pochłonęła 160 mln zł, doliczając wydatki na muzeum rachunek sięga 220 mln zł. To prawdopodobnie więcej niż koszt bazyliki w Licheniu, który szacowany jest na 200 mln zł.
To bynajmniej nie koniec. (...) "Następne pokolenie też musi mieć powód do dumy" - twierdzi dostojnik kościoła. Czyli też będzie płacić.
Muzeum ma być gotowe w listopadzie 2018 r., na setną rocznicę odzyskania niepodległości Polski. Ministerstwo Kultury przejęło to muzeum we współprowadzenie. Do 2018 r. wyłoży na jego urządzanie 28 mln zł - http://warszawa.wyborcza.pl/…/1,150427,20956142,swiatynia-o….

Światowe Dni Młodzieży - 440 mln
Według wyliczeń portalu oko.press, łączny koszt organizacji Światowych Dni Młodzieży to ponad 440 mln zł, w tym 148 mln zł z budżetu państwa, 195 mln dotacji budżetowej dla innych podmiotów i 103 mln zł z kasy samorządów. - http://businessinsider.com.pl/…/sdm-swiatowe-dni-ml…/vmg9vt0.

Ile rocznie płacimy na kościoły? - ok. 1,8 mld
1 364 557 tys. zł na pensje katechetów oraz 456 739 tys. zł wyasygnowane z budżetów ministerialnych daje łącznie dokładnie 1 821 296 tys. zł, czyli ponad 1,8 mld zł. Wydaje się, że jest to wyliczenie dość wiarygodne: podobnie wartość państwowych wydatków na Kościół szacował przed 3 laty portal Money.pl – kwota wyniosła 1, 6 mld zł. - http://natemat.pl/100229,ile-polskie-panstwo-wydaje-na-kosc….

Ile kosztuje digitalizacja taśmy filmowej 35 mm?
Digitalizacja taśmy filmowej 35 mm - cena: 255.00 PLN za jeden akt (każde rozpoczęte 10minut). Podana cena jest za każde rozpoczęte 10 minut lub za każdą nową szpulę filmu jeśli na szpuli jest mniejsza ilość filmu niż wspomniane 10 minut. Za transfer taśmy z dźwiękiem optycznym lub magnetycznym BRAK dopłaty (jeśli dźwięk jest na tym samym filmie obok klatek z obrazem). Brak również opłaty jeśli dźwięk jest na oddzielnym krążku ale tylko dla szpuli za ścieżką magnetyczną. Czyli - niech będzie - z 3 000,00 zł za 90 minut filmu.

Scyzoryk otwiera mi się w kieszeni. Nie sądziłem, że jest aż tak źle.

*

Pani sołtys, hmmm, pani premier Polski, minister Waszczykowski i inni usłyszeli, że: jeżeli dopuścicie do wyboru Tuska, to ja was wszystkich powypieprzam.

Tak więc stają na rzęsach i na czym tam kto ma, żeby do tego wyboru nie dopuścić. Bo jak powypieprza, to trzeba będzie wracać do rad parafialnych.

Ta akcja przeciwko Tuskowi odbije się rychło PiS-owi silniejszą czkawką, niż taśmy kelnerów zaszkodziły politykom PO. Tamte taśmy były zamachem stanu. Nikt nie ma wątpliwości, na czyje zamówienie pracowali kelnerzy. Przeczucie Tuska, że one były nagrywane od razu cyrylicą, było łagodnym przemilczeniem swojskiego zleceniodawcy. No, chyba że ten swojak był tylko ręką, która naciskała >start<.

Do akcji na Tuska, która stanie się kamieniem u szyi dla zastępów partii Kaczyńskiego, 8 marca kobiety dowiązały kamień swojego sprzeciwu. Po raz pierwszy tak głośno wykrzyczały swój sprzeciw wobec klechów panujących nad Polską. Już nikt nie udaje, że nie widzi, iż PiS i Episkopat z Toruniem to ten sam zespół, jeden ośrodek władzy, a w gruncie rzeczy ośrodek stosujący przymus i przemoc wobec Polaków.

8 i 9 marca to te dni, kiedy następuje drugie przesilenie. Do trzech razy sztuka. Podczas trzeciego przesilenia te czarne tłumy powinny zgromadzić się w Toruniu, przed siedzibą prawdziwego sprawcy tych szkód, których jesteśmy ofiarami jako wolne społeczeństwo nowoczesnej Europy. Trzeba klechom odebrać Polskę. Nic więcej nie trzeba.

*

Katastrofa z happy endem

Możemy sobie pogratulować. Czego? Ano, że mieliśmy i mamy rację w polskich sprawach.

Pisiaki jednym głupim ruchem rozwalili Grupę Wyszehradzką. To już działało, miało swoją rację bytu. W każdym razie powstawała jakaś dodatkowa wartość, która nie szkodziła obecności Polski w UE, podobnie jak inicjatywy bałtyckie.

[Przerwa na telewizyjne wystąpienie J. Kaczyńskiego, który uznał, że Tusk nie może już działać pod polską flagą, a Orban uległ presji zaborczych Niemiec.]

Polski rząd będzie wmawiał Polakom, że Polska jest przeciwko UE. Taki rząd nie ma szans u Polaków. W polityce zagranicznej następny krok to wchodzenie do strefy euro, która będzie rozwijać się szybciej. Wolne krzesło w Wersalu, miejmy nadzieję, będzie czekać na Polskę. Rano konferowaliśmy sobie z córką, młodym polskim naukowcem od lat aktywną na arenie europejskiej, i koncentrowaliśmy się na szansach wejścia naszego kraju do strefy euro. Ten akcent pojawił się wieczorem w komentarzach jako perspektywa dołączenia do tzw. Europy pierwszej prędkości. To może się wydarzyć, jeżeli w kraju sami będziemy do tego dążyć.

Teraz trzeba klechom odebrać Polskę. Nic więcej nie trzeba. Pozostałe sprawy na pewno się ułożą. Pomimo działań rządu, który z sobie tylko znanych powodów chciałby nas zepchnąć do jakiegoś mrocznego zaścianka. To mu się nie powiedzie.

*

W normalnym kraju taki ktoś, jak Kaczyński, powinien w obecnej sytuacji złożyć prezesurę swojej partii.

*

Polacy wygrali to głosowanie 28:0. Pisrząd strzelił samobója do własnej bramki. Lubię oglądać niemiecką piłkę z polskimi napastnikami w roli głównej.

*

Sołtyska Szydłowa podczas konferencji prasowej w odpowiedzi na pytanie dziennikarza o ewentualne sankcje finansowe ze strony UE wobec Polski odpowiedziała mniej więcej tak, że Polska i tak z tych pieniędzy unijnych ma niewiele, bo one trafiają z powrotem do zagranicznych firm, które wykonują w Polsce roboty i dostawy. Trochę tłumaczę na polski jej odpowiedź, bo była dość bełkotliwa.

To było przed kolacją, podczas której wdała się w kłótnie z kilkoma przywódcami europejskimi. Holland miał tam wypowiedzieć kontrujące zdanie: "Wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne".

Jeżeliby potraktować tę wypowiedź Hollanda jako odpowiedź na to, co Szydłowa bajdurzyła podczas konferencji o korzyściach z unijnej pomocy, to była to odpowiedź jak najbardziej prawidłowa.

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

*

Wspominki - tekst z 2015-12-06: http://perepele.pl/article/hromowanycadillakza500/2435

Ktoś napisał na FB, że problemy globalne i lokalne zwykle rozwiązywała wojna, ja dodaję:
...a wojną kierowała polityka, czyli interesy. Bieżące i przyszłe.

Krytykowana przez narodową lewicę globalizacja obejmuje nie tylko procesy ekonomiczne, także cywilizacyjne i filozoficzne, czyli kierunki i sposoby myślenia. Wojny także.

W Polsce:

Nowoczesna.pl instynktownie wyczuwa globalistyczny kierunek korzystny dla kształtującej się w Polsce klasy średniej, w tym prekariatu. „Nie mamy wyjścia, musimy rywalizować i współpracować jednocześnie" – twierdzą i używają do tego prostego języka. Jestem tym pozytywnie zaskoczony, bo nic tego nie zapowiadało w kampanii wyborczej.
PO przegrała, bo weszła na wąską ścieżkę socjalną, odrzucając retorykę liberalną. Postawiła na państwo biurokratyczne, odrzucając kapitalistyczne.
PiS, Kukiz'15 i ich poboczności instynktownie wyczuwają zbliżającą się rewoltę w obronie socjalizmu, który przegrywa z liberalizmem (globalizmem). Chcą ją po cwaniacku przejąć dla siebie i zagospodarować. Posługują się językiem rewolty i zmierzają do wyłączenia Polski z mechanizmu globalnej konkurencji. (Kuriozalne w treści wystąpienie prezydenta A. Dudy z okazji Barbórki.)

To jest załatwianie tzw. krótkich interesów. Krótkie interesy załatwiała także PO, np. gonienie Europy (która, jako twór biurokratyczny, musi dogonić wolny Świat.)

Wymiar wewnętrzny, krajowy tych procesów jest niewidoczny dla „ulicy". „Ulica" reaguje na hasła, ale nie kreuje żadnych rozwiązań. Stawia pytania bez odpowiedzi.

Złudzeniem jest chęć narodowej lewicy i narodowej prawicy wykonania dwóch kroków w tył, aby wszystko zbudować od nowa, lepiej niż do tej pory. Tak chciał robić Gomułka. Jemu też nie udało się zbudować Polskiej Utopii, w integralnym narodowym stylu.
Po prostu utopie nie istnieją, jak sama nazwa wskazuje. Islamistyczny raj dla Assasynów to narkotyczne oszustwo (patrz np.: Marco Polo „Podróż do Chin"). Baumanowskiej „trzeciej drogi" także realnie nie ma.

Są drogi główne i boczne. Do głównych nie pasuje furmanka, do bocznych nie pasuje chromowany cadillak.

*

Wytrych jako odpowiedź na łom. To subtelniejsze narzędzie, a także skuteczne. Wymaga jednak zręczności i wiedzy o budowie zamka.

*

Słaba demokracja nie chroni. Jak drzwi z tektury.

*

Globalizacja nie zagraża ani państwom, ani wspólnotom mniejszym niż państwo. Jest dla nich szansą. Państwa nie mogą jednak zamykać ludziom dostępu do udziału w globalnej wymianie dóbr i usług. Te legendarne wyprawy kupieckie, które wyprawiały się po jantar (podobno również przez Gniezno, choć wątpię) nad "polski" Bałtyk, łącząc Bliski Wschód ze Słowiańszczyzną, to kostka z tej samej gry o wolność całego świata. Nasi podobno prowadzili na południe tabuny niewolnic i niewolników? Każdy sprzedaje to, co ma najlepszego.

*

Ostatnie wybory parlamentarne zostały sfałszowane moralnie. Prezydenckie także.

W wyniku sfałszowanych moralnie wyborów Polska dostała się w łapy cwaniaczków i głupków z marginesu społecznego z podstawowym niepełnym, podstawowym i zasadniczym zawodowym wykształceniem, podporządkowanych we wszystkim interesownemu i ciemnemu ksiencowi.

Ksionc powiedział głupkom, że pójdą do piekła, jeżeli nie zagłosują na PiS. Cwaniaczkowie temu przyklasnęli, więc poszli i zagłosowali.

W tym czasie ci ze średnim i wyższym kłócili się na FB, czy piekło istnieje, czy jest bóg albo go nie ma.

*

Reżimowe media donoszą, że nastąpił gwałtowny przypływ podatków do budżetu państwa. Nic dziwnego, czujemy to w portfelach.

Wpływy z VAT od samego zasiłku 500+, który pochłonie w roku 2017 ok. 23 mld PLN z budżetu, to co najmniej 23%. Tylko z tego tytułu do tego samego budżetu wróci w 2017 r. około 5,3 mld. To jest autarkia budżetowa.

Poza tym postępują wzrosty cen podstawowych dóbr i usług, paliw, energii elektrycznej, od których naliczana jest akcyza i VAT.

Zużycie paliw płynnych w roku 2016 wzrosło o ok. 7 proc. Ceny PB i ON skoczyły o ok. 20 proc. w ciągu roku. Jeżeli rynek zużywa o 300 tys. m. sześć. benzyny więcej w ciągu jednego roku, a m. sześć. to jest 10 000 litrów, to z jednego takiego baniaka 1mx1mx1m benzyny do budżetu trafia ok. 25 000,00 PLN więcej, niż rok wcześniej. To trzeba pomnożyć razy 300 tysięcy. To daje 7,5 mld PLN plus podobne kwoty za wzrost zużycia ON oraz PNG.

Ogromne ilości i ogromne pieniądze. Oto podstawowe, główne źródła wzrostu wpływów podatkowych, w tym z VAT.

Swoje szybkie wyliczenia odnoszę tylko do rejestrowanego zużycia paliw, bez szarej strefy.

Jestem ciekaw, ile cystern samochodowych, składów kolejowych z nierejestrowanym paliwem z kierunku zachodniego i wschodniego i ile barek w portach zatrzymały państwowe służby i straże.
Jakoś nie słyszałem ostatnio, od 2012/13 roku, żeby rząd się tym chwalił.
Szara strefa importu paliw to 1/4 rynku. Jak nazywają się służby, które nadzorują, aby transport i dystrybucja w tym sektorze odbywały się bez zakłoceń?

*

Idzie o równowagę, proporcjonalność w Europie ojczyzn. W 1992 roku do polskiej szkoły wprowadzono możliwość nauczania języka ojczystego dla mniejszości narodowych. Tego przywileju polskie rządy do tej pory nie wywalczyły dla Polaków mieszkających poza Polską. Z sieci kablowych usuwane były polskie stacje tv, np. w Hamburgu. Zawsze tłumaczono to względami ekonomicznymi, a rząd niemiecki tłumaczył, że nie może wpływać na prywatnych dystrybutorów tv. Zatem nie może to być przedmiotem porozumień dwustronnych, lecz wprowadzenia reguły na poziomie wspólnotowym.

*

Zawodowy cynik Marek Magierowski dziś, a także wielu znafcuf UE przed nim, powiedział, że Polska otworzyła swój rynek dla Francji i innych gospodarek zachodnich, a więc wypominanie Polsce tego, że korzysta z dotacji jest nieeleganckie.

Udawanie, że szantaże pani Szydło pod osłoną zasad, które jakoby równoważą się, a nawet przeważają nad funduszami strukturalnymi, nie są naruszaniem unijnych zasad, to najczystszy bałamutny cynizm.

Pamiętać bowiem trzeba, że w roku 2004 państwa Unii Europejskiej otworzyły swoje rynki przed Polską w takim samym wymiarze, jak Polska otworzyła swój dla tych państw. Możemy tam swobodnie jeździć, mieszkać, pracować, zakładać swoje firmy, rodzić dzieci, brać zasiłki. Możemy tam, w tej UE, robić to wszystko, co i u siebie. Są pewne niedoskonałości, jak np. brak zgody na uznanie istnienia polskiej mniejszości narodowej w Niemczech i innych krajach, ale o ich usuwanie trzeba zabiegać zręcznością, a nie szantażowaniem "zasadami". Jakoś o tych staraniach nie słychać.

Owszem, polscy rolnicy dostają mniejsze dopłaty hektarowe od francuskich, ale KE upiera się, że są one proporcjonalne do kosztów na rynku wewnętrznym. Oznacza to, że polski rolnik, gdyby miał farmę w Belgii czy w którymś z krajów starej UE, otrzymywałby takie dopłaty, jak jego tamtejszy sąsiad.

Kiedy Hiszpanie zauważyli, że Niemcy wykupują im Majorkę i wybrzeże pod hotele i mieszkania, podnieśli alarm. Dziś zapraszają kogo się da do kupowania nieruchomości w ichnim interiorze, opuszczonym przez rolników, którzy wyjechali do miast i nad morze, aby zarabiać m.in. na usługach turystycznych.

Kiedy Francuzi zauważyli, że opuszczone wsie i miasteczka w Masywie Centralnym wykupują znienawidzeni przez nich Anglicy, zaczęli podnosić alarm. Już nie podnoszą, bo ten ich interior dzięki nowym osadnikom zaczął stawać na nogi, został ponownie zaludniony.

Kiedy Niemcy zaczęli zachęcać finansowo Turków, żeby wracali do swojego kraju, za przesiedleńcami ruszyły niemieckie fabryki. Głównie te, w których owi gastarbajterzy wcześniej pracowali. W Turcji swoje filie ma Mercedes i inne czołowe firmy. Teraz Erdogan chce ich wysiudać, bo nie pasują mu ideologicznie do odnawianego cesarstwa islamskiego.

Polacy już inwestują na zachodzie Europy, zakładają firmy w Czechach. Nadal bardziej szukają w UE pracy, niż pracowników. Bądźmy pracowici i cierpliwi, a i to zmieni się we wzajemnych proporcjach.

Chciałbym, aby tacy Magierowscy, Kaczyńscy, Szydłowe, Waszczykowscy uświadamiali to swoim zwolennikom, a nie zasiewali w nich niechęci do bogatszych. Bogatszych, czyli ich zdaniem gorszych moralnie, pozbawionych zasad i cnót wszelakich.

W 1989 i w latach następnych wracając z Zachodu za każdym razem powtarzałem, że będziemy w Europie na tyle, na ile nasze kieszenie będą zasobne w twardą tamtejszą walutę. Nadal tak uważam, ale teraz nie przeliczam tych proporcji na marki, franki czy guldeny, lecz na euro. Po prostu. Chociaż proporcjonalnie spore kwoty złotówek też mają znaczenie. Płacę nimi czasem w Czechach i Czech się zawsze uśmiecha.

Nie słuchajmy usłużnych cyników. Oni kłamią wyłącznie dla pieniędzy.

*

PAP: Naukowcy z UJ, badając reakcje mózgowe katolików, wykazali, że (...) dogmatyczne przekonania religijne stanowią bufor zabezpieczający przed lękiem i przynoszą ulgę w trudnych chwilach.

(...) Naukowcy wyszli z założenia, że znaczenie ma nie tylko sama wiara, ale przede wszystkim sposób jej przejawiania: silny i dogmatyczny. (...) W trakcie całej procedury naukowcy rejestrowali przebieg fal mózgowych osób badanych (sygnał EEG). "Zgodnie z hipotezami okazało się, że w warunkach komfortu silniejszą reakcję mózgową przejawiały osoby o silniejszych przekonaniach fundamentalistycznych. Efekt ten był jednak bardzo nieznaczny. Natomiast w warunkach niepewności i konfliktu pokazaliśmy, że silny fundamentalizm wiąże się ze słabszą reakcją mózgową, a słabszy fundamentalizm z silniejszą reakcją" - informuje prof. Kossowska.

(...) Takie wyniki pozwalają wnioskować, że silna religijność rzeczywiście stanowi bufor zabezpieczający przed lękiem, a osoby o silnych, dogmatycznych przekonaniach religijnych reagują spokojniej w sytuacji niepewności i dyskomfortu, w porównaniu do badanych o słabszej i niedogmatycznej wierze" - mówi badaczka. Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

--------------------------------------
Religijność, podatność na rozumienie rzeczywistości poprzez treści nauczania religijnego, są skutkiem wielu lęków egzystencjalnych, na czele z lękiem przed wiecznym potępieniem, piekłem, troską o zbawienie i życie wieczne.

Ludzie zdominowani przez takie lęki boją się życia doczesnego, rezygnują z niego za życia. Takie są m.in. lęki zaszczepiane ludziom przez religię. Ale są i tacy, którzy boją się Obcych (np. Marsjan).

Pani prof. Kossowska musiałaby może poddać badaniu EEG osoby, które nie zetknęły się nigdy z katolickim przekazem religijnym oraz wychowaniem opartym na treściach religijnych, aby dowiedzieć się, jak reaguje na bodźce związane z realnym zagrożeniem ta przebadana przez nią część mózgu.

Gdyby człowiek nie był poddawany indoktrynacji religijnej we wczesnym wieku rozwojowym, a stykał się wyłącznie z racjonalnym, naukowym obrazem świata, być może bałby się jeszcze mniej od człowieka fundamentalistycznie wierzącego w istnienie rzeczywistości pozazmysłowej, raju, nieba, piekła, boga, aniołów i diabłów oraz innych nieweryfikowalnych wyobrażeń, projekcji i interpretacji bytu.

Pani prof. Kossowska a priori przyjęła, że wiara nie jest aberracją umysłową. Bez takiego założenia takie "badanie objawów" religijności nie miałoby najmniejszego sensu. Coś, co jest funkcją lęku (nawet tylko metafizycznego), zdaniem autorów tego badania miałoby przed lękiem chronić. Śmiała teoria i bardzo użyteczna. >Przepisy kodeksu drogowego są tak logicznie skonstruowane, że nie musisz bać się wypadku drogowego. Wsiadaj i jedź zgodnie z przepisami, a być może nie zginiesz< - tak określiłbym postawy tych osób o silnych przekonaniach fundamentalistycznych.

To badanie nie wyjaśnia, niestety, skąd u niektórych ludzi taka podatność na religijny fundamentalizm i takie deklaracje. Racjonalne myślenie czy koniunkturalizm? - >bój się boga<. Raczej przejaw magicznego postrzegania otoczenia człowieka, który sądzi, że istnieją ukryte siły, które decydują o jego postępowaniu. Jakieś anielskie służby specjalne?

*

Sposób mówienia, a przemawiania szczególnie, pokazuje, co dzieje się w głowie mówcy. Najtrudniej jest kłamać, bo od razu słychać, że ktoś fałszuje.

*

Młodzi Polacy nie chcą władzy, nie chcą nic zmieniać, niczego bronić. Zajmują się iluzjami, rekonstrukcjami fikcji historycznych. Wyoblają kanty kontrowersji na rozkaz wodzów. Wolą chodzić na złotych łańcuszkach jako asystenci starszych panów.

W 1980/81 roku rewolucję polską robili 20/30-latkowie.

W Holandii młodzi poszli do wyborów, aby nie dać się wykluczyć z wolności. Zielona Lewica dogada się w Holandii z centroprawicą? Na pewno będą próbowali, bo są ważniejsze rzeczy, niż "zasady" oparte na kłamstwach wyborczych. Wiedzą to, bo w szkołach mówią im prawdę.

Nie być częścią motłochu, którego celem jest destrukcja i dominacja - to są cele, które inspirują do współpracy siły politycznie odległe i pokolenia pozornie sobie obce. Łączy ich wspólne doświadczenie.

W Polsce jeszcze tego nie wiemy?

*

Młynarski - ogrodnik wolności języka polskiego.

Owsiak - diler wolności.

Pokazują, że nie ma czego się bać.

*

Polscy samorządowcy zaczynają jednoczyć się przeciwko pisowskiej władzy. W przyjętym podczas Forum Samorządowego w Warszawie apelu samorządowcy wyrazili sprzeciw wobec "wprowadzanych i zapowiadanych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości zmian prawa samorządowego w Polsce, w szczególności o charakterze ustrojowym". Zaapelowali o „obronę samorządności terytorialnej w Polsce”. (http://samorzad.pap.pl/…/Forum-Samorzadowe-apel-o-obrone-sa…).

Niezależnie od tego, że na co dzień dostrzegamy słabości samorządności, warto pamiętać o podstawowej zasadzie kształtowania się demokracji. Zaczyna się od demokracji z przymiotnikiem >lokalna<, a więc od tego, że społeczność lokalna jest pierwszym podmiotem, dla którego tworzone jest prawo (nie tylko lokalne) i państwo. To lokalna społeczność nadaje sobie uprawnienia i przyjmuje ograniczenia, bowiem na tym poziomie kiełkuje wspólnota tworząca państwo jako wspólnotę wszystkich obywateli. Państwa tworzone "od góry" to kondominia, kolonie czy protektoraty albo w najlepszym razie monarchie, wywodzące się głównie z podbojów, z przemocy. Cyniczny Max Weber uznawał państwo za instrument przemocy. Kontrkulturowa rewolucja lat 60/70 XX w. otworzyła bramę dla nowej formy wspólnoty - porozumienia wolnych jednostek. To poważna zmiana.

Istotą demokracji jest wspólnotowość i podmiotowość zarazem, co nazywane jest także autonomicznością.

Nie chcemy, aby było tak, że to państwo nadaje, ustanawia jakieś uprawnienia wspólnotom mniejszym z pominięciem ich podmiotowości. Wówczas mamy do czynienia z tyranią państwa. Ono dbać ma o to, żeby te mniejsze organizacje funkcjonowały bez przeszkód, zgodnie z potrzebami ludzi. Podmiotowo, po prostu.

Polski model samorządności uwzględnia takie postulaty.

Rewersem pojmowania samorządności i autonomii wspólnot mniejszych z pozycji tyrana (w rozumieniu znanym z demokracji greckich) może być wyłącznie rozpad wspólnoty większej. Jest więc czego bronić. Broniąc samorządu ratujemy nowoczesne państwo.

Państwo musi zabiegać o dobrowolną zgodę obywateli na regulacje prawne. Dobrowolna zgoda jest synonimem suwerenności.

*

Cenckiewicz nazywa sam siebie "żołnierzem prawdy". Podobnie, jak PAD, który mówi o sobie, że jest niezłomny.

Jak urojony komandos z cechami stadionowego bejsbolisty z patriotycznych trybun powiada, że z ambasadora Andrzeja Przyłębskiego to święty człowiek i "że w jego przypadku nie ma dowodów na współpracę, a jedynie zobowiązanie, którego Przyłębski, jak wynika z materiałów znanych historykowi, nie przestrzegał. - Inną sprawą jest jego zachowanie - podkreśla, zwracając uwagę na brak informacji o zobowiązaniu w oświadczeniu lustracyjnym oraz zasłanianie się niepamięcią co do faktu, czy takie zobowiązanie podpisał, czy nie".

Rydzyk w jego analizach stanie się lada chwila przywódcą opozycji antykomunistycznej.

Żołnierz? Raczej ordynans i pucybut.

Będę mówić, co mi się podoba. I co mi zrobicie!? - pokrzykuje jak jakaś Przyłębska do dziennikarzy, Pawłowiczówna w Wyszkowie czy Duda podpisujący jakiś świstek.- Mogę wszystko.

http://wiadomosci.onet.pl/…/slawomir-cenckiewicz-ma…/ym807hv

*

TV Narodowa powiększa Polskę

Elżbieta Rafalska, ministerka od 500+, już nadstawia Nadczłowiekowi i Suwerenowi głowę do głaskania i każe sobie dostarczać w nagrodę kolejne porcje hamburgerów (http://wiadomosci.dziennik.pl/…/196362,elzbieta-rafalska-ja…).
Jej zdaniem zasłużyła już na nagrody i zaszczyty.

Zarówno dane Narodowego Funduszu Zdrowia, jak i bazy PESEL potwierdzają, że w styczniu w rządowej fermie hodowlanej urodziło się o 2300 dzieci więcej (wzrost +10 proc.) niż w styczniu 2016 roku – podał „Dziennik Gazeta Prawna”.

Tymczasem to raczej zasługa JacKurskiego. Ludzie przestali oglądać reżimową telewizję, jak w stanie wojennym, i coś muszą z nudów robić.

Nie będą przecież czytać w łóżku "Krzyżaków", jak para prezydencka, która za pomocą opcji antyniemieckiej spełnia oczekiwania Nadczłowieka.

*

Kościół katolicki domaga się od polskich władz zakazu pracy w niedziele i święta. Wysługuje się w tym celu związkowcami spod sztandaru "Solidarności". Antykapitalistyczny sojusz kilofa z ołtarzem, organizacje religiine zajęły miejsce ruchów marksistowskich sprzed 100 lat.

Powołują się na przykłady państw, w których handel nie działa od soboty w południe do poniedziałku.

Ale tam nie ma zakazu pracy w niedziele, bo tam nie rządzą idioci.

Dziedzin życia, które nie wymagają pracy w niedziele i święta, jest tak niewiele, że w tej pustej dyskusji należałoby uściślić jej przedmiot. Jeżeli idzie o zakaz handlu, to należy mówić i pisać wyłącznie o zakazie handlu. Jeżeli idzie o zamykanie kopalń na niedziele, to trzeba to sprecyzować.
Niech ci, którzy tego się od parlamentu domagają, stworzą listę dziedzin aktywności zawodowej, bez których w niedzielę społeczeństwo nie przestanie normalnie funkcjonować. Wtedy podyskutujemy.

No, na handel zgoda. I co jeszcze?

*

PO swoim wotum nieufności dla rządu zadziałała na pokaz.

Chcą pokazać PiS-owi, że są opozycją cywilizowaną. Bo PiS tak wymaga od innych, sobie pozwalając na wszystko, co nie jest cywilizowane.

To już lepiej wypadło to blokowanie mównicy. Była przynajmniej jakaś akcja uliczna.

Zanim zgłosi się takie konstruktywne wotum, trzeba mieć pewność, ilu posłów przeciwnika zagłosuje 'za' i czy to wystarczy. Takie głosy 'za' bardzo dużo kosztują.

*

Opozycja parlamentarna nie potrafi skutecznie umówić się na spotkanie, na którym miałaby omawiać konstruktywne wotum nieufności wobec rządu i co tam jeszcze ma do omówienia, a więc staje się pośmiewiskiem dla językoznawców z PiS.

W tej sytuacji jedyną siłą zdolną do sprzeciwu wobec Suwerena i dyrygującego nim Nadczłowieka jest opozycja pozaparlamentarna - Bezpartyjni Samorządowcy, Obywatele RP, rozczłonkowane KOD-y itp., z którą ta parlamentarna też jakoś niczego konstruktywnego nie tworzy. Żadnego czytelnego wotum. Sami też chodzą osobno lub obok siebie. Dominuje więc nieufność. I niepewność.

PiS pokazuje, że państwem można rządzić bez konstytucji, trybunału, wojska, sędziów. Do wprowadzania sprawiedliwości wystarczą prokuratorzy. Lada chwila ten model zarządzania znajdzie zastosowanie w samorządach terytorialnych.

Do świadomości większości zaczyna chyba przebijać się myśl, że nie można trwać w zadowoleniu z własnych osiągnięć i liczyć na to, że to, co dobre, obroni się samo. Zdobyczy trzeba bronić, pielęgnować je, jak dobrze uprawiony ogród.

W gruncie rzeczy PO, której gabinet cieni nie wyszedł do tej pory z cienia, mogłaby swoje zasoby ludzkie skierować do utworzenia jakiejś formy rządu emigracyjnego, odpowiednika dawnego rządu na uchodźstwie. Nie ma wyjścia.

Trzeba już przygotowywać grunt pod wejście Polski do Europy pierwszej prędkości, wejścia do strefy euro (jeżeli to znaczyłoby to samo), pilnować aby nas europejscy liderzy nie spuścili do pierwszej ligi, trzymać dla Polski jakieś wolne krzesła w pierwszym rzędzie. Nikogo to już nie zdziwi, szczególnie po ataku Macierewicza na Tuska. I tak przeciwnicy tego rządu nazywani są zdrajcami, niemieckimi agentami i co tam jeszcze bruździńskim przychodzi do głowy. Zacisnąć zęby, pośladki i maszerować w zwartym szeregu. Za to wam płacimy, posłowie, senatorowie, europosłowie.

Skoro nie ma konstytucji, to trzeba pisać nową. Skoro zamierają instytucje, trzeba by tworzyć zręby nowych. Stare znikną, powiędną. Byle jakaś kolejna niebieska teczka z projektami ustaw nie okazała się pusta. Wyborcy tego właśnie obawiają się najbardziej. Czekanie na to, aby to wszystko, co potrzebne normalnemu państwu, klecić kiedyś z gruzów, to strata czasu. Tego nie robi się na ulicach, na manifestacjach. Obietnice odbudowy "ruin" w kampanii wyborczej mogą okazać się niewystarczające.

*

dwa razy przechodziłem dzisiaj przez biało-czerwone

pasy

deptałem po czerwonych

chcę medal!

*

domagam się, żeby rzecznik

stanął na moście

i ujawnił tego rudego

sprawcę zamachu w lądku

wiemy kto to jest

i dlaczego

*

Można przyjąć założenie, że jakaś część gwałtownych ataków uznawanych za terroryzm wynika z braku reakcji władz na przyczyny wywołujące pokojowe formy manifestowania.

Gdy uznawane za dopuszczalne w systemie demokratycznym publiczne i widowiskowe formy domagania się uznania dla swoich racji (np. stanie przed urzędem z transparentami i wykrzykiwanie haseł, śpiewy, modlitwy, jak również marsze, pikiety) nie są traktowane z należytą powagą i życzliwością, bardziej zdeterminowani, krewcy i pozbawieni hamulców moralnych demokratyczni "partnerzy" władzy sięgają po przemoc.

Jedni, aby zwrócić uwagę na swoje problemy, inni po prostu prowadzą regularną wojnę z wrogiem, który lekceważy ich, poniża, prowokuje i stosuje wobec nich rozliczne formy nacisku i przemocy.

Zaczyna się od walenia tłuczkami w garnki, palenia opon, rzucania petard, a w pewnym momencie zaczyna się atak na ludzi z użyciem wszelkich dostępnych środków.

Zwiększanie liczby policjantów na ulicach, służb niejawnych, zatrudnianie szpicli wśród cywilów pomaga w rozpoznaniu zagrożeń, ale ich nie eliminuje. Każda guma w majtkach kiedyś pęka po nadmiernym naciągnięciu.

Czego chcieli sprawcy terroru w Londynie? Tylko zabić, tylko zniszczyć? Noszą w sobie poczucie krzywdy, niesprawiedliwości. Bronić przed nimi trzeba niewinnych ludzi, ich przypadkowych ofiar. Ktoś może znajdzie sposób na taki dialog, aby znaleźć drogę do zniwelowania tego poczucia krzywdy i stanu oblężenia, w jakim się znaleźli?

A Polska? Co z polskim zalążkowym terroryzmem?

*

Szydłowa zapowiedziała, że nie podpisze żadnej deklaracji wspólnej ze spotkania z okazji rocznicy Traktatów Rzymskich. Jeżeli wszyscy nie przyjmą polskiego stanowiska w sprawie Unii Europejskiej.

Nie drukowała orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, nie podpisywała konkluzji po wyborze Tuska. Nikt nie liczy na to, że zgodzi się z kimkolwiek w jakiejkolwiek sprawie.

Zresztą, w Polsce od podpisywania jest teraz w zasadzie jeden specjalista.

*

Rząd chwali się czymś, czego nie ma -

swoimi osiągnięciami gospodarczymi i efektami obecności Polski w Unii Europejskiej. Opowiadanie o sprawach zmyślonych jak o prawdziwych jest głównym i ulubionym zajęciem polityków PiS. Właściwie nie zajmują się niczym innym.

"W latach 2004-2015 Polska osiągnęła największy skumulowany wzrost PKB wśród państw członkowskich UE; w tym czasie polska gospodarka urosła o prawie 59 proc. - poinformował w środę w Sejmie wiceminister rozwoju Adam Hamryszczak" - podała PAP, jak zwykle obiektywna i daleka od propagandy.

Przyjrzawszy się z lekka problemowi podanemu przez ministra, który nie przedstawia charakterystyki państwa jako ruiny, zauważyłem dzięki niemu, że ekonomiści rzeczywiście opisują wzrost gospodarczy za pomocą Produktu Krajowego Brutto.

Przyjmując więc PKB jako miernik wzrostu gospodarczego, na podstawie publikowanych wyników da się zauważyć, że:

  1. dla lat 1990-2004 Polska uzyskała wzrost na poziomie 45%,
  2. w latach 2004-2012 wynik dochodzi do wartości 59%,
  3. w latach 2004-2012 tendencja wzrostowa (tempo wzrostu) została zwiększona o 24% w relacji do poprzedniego okresu i została utrzymana w ostatnich latach, prócz roku 2016, kiedy wzrost był ujemny i zszedł do ok. 2,4%.

Czy na te sukcesy miały wpływ dotacje unijne, jak sugeruje minister? Czy tylko fakt otwarcia rynku unijnego dla Polski?

A może wzrost wywoływała sztuczna wolność gospodarcza polegająca na przymykaniu przez władze oka na tzw. szarą strefę? Oko, jak wiadomo, przymykała patologiczna Platforma Obywatelska, doprowadzając ukochany kraj do ruiny.

Jak zwykle, zapewne wszystkie czynniki wystąpiły naraz oraz zadziałał nagromadzony wcześniej potencjał. W tym potencjał wykształcenia, rosnący skokowo od drugiej połowy lat 90.

Porównanie obu wyników wskazuje na pomnożenie wartości PKB liczonej w USD pomiędzy rokiem 1990 a 2012 o 3,71 razy. To nie jest, niestety, realny potencjał odczuwany przez każdego obywatela w postaci pieniądza. To jest raczej wartość księgowa zgromadzonych dóbr w zasobach prywatnych i publicznych. Rozwój finansowany jest głównie z kredytu, bo Polacy nie mają wystarczającego kapitału. Tym akurat chwalić się nie możemy, więc minister mógłby to wykorzystać jako zarzut wobec PO i całego obozu zdrady. A on pośrednio ich działania pochwala!

Polska idzie w tę ruinę i nie goni uciekających Niemiec, bowiem wciąż, jak w PRL, zasoby publiczne dominują nad prywatnymi. Do tej części rynku, która należy do rządu i samorządu, od 20 lat kierowany jest największy strumień pieniędzy. Tego minister też zauważyć nie mógł, bo jak wtedy usprawiedliwić repolonizację wg Morawieckiego, która jest uznawana za naszą jedyną szansę.

Jeżeli te tendencje wzrostowe utrzymują się, to dobrze. Z wyjątkiem przypadków marnotrawstwa nakładów na sferę publiczną, na utrzymanie państwa, jak np. słynne "tunele ekologiczne" wzdłuż autostrad, czy obecny plan przyspieszenia podróży pociągiem z Warszawy do Poznania o 5 minut w zamian za miliardowe nakłady.

Jeżeli jednak ekonomiści obserwują spadek przyrostu PKB (a obserwują pomimo rządowej propagandy sukcesu), to potrzebna jest szybka odpowiedź, dlaczego tak się dzieje.

Nie za bardzo więc wiem, czy na pewno mam cieszyć się tym, o czym opowiedział mi minister.

*

Szydło zaczyna żyć z przeświadczeniem, że rzuciła na kolana całą Unię Europejską, wszystkich prezydentów, premierów i przewodniczących, bo w deklaracji z okazji rocznicy Traktatu Rzymskiego zostały zapisane jej postulaty.

Ona miała taki wpływ na cokolwiek w tej sprawie, jak Lech Kaczyński, który podpisał Traktat Lizboński. Nawet go nie czytał.

Ona wstała więc z kolan i z dumnym, acz mocno nieobecnym, spojrzeniem podpisze to, co oni tam sobie zapisali (pod jej dyktando).

Takie persony, jak Mazurek czy inni bruździńscy, już powtarzają, że treść tej deklaracji to jest sukces polskiej dyplomacji pod rządami PiS. I że to pierwszy od wielu lat akt świadczący o podmiotowości Polski jako członka UE.

Wierzyć się nie chce, że ci biedni ludzie to mówią, chodząc ze swoimi nadętymi, obrażonymi na wszystkich minami. Z twarzami, na których maluje się realistycznie, hiperrealistycznie wysiłek zdeformowanego mózgu, który nie został przecież stworzony wyłącznie do powtarzania kłamstw. Mózg potrzebuje od czasu do czasu odpoczynku od kłamstwa.

*

Dla kontrastu, porównania z tymi Nadludźmi, Przywódcami Narodu, którzy obecnie kształtują Polskę i wydaje im się, że dyrygują całą Europą, przypomnę Lecha Wałęsę, który poczuł się uprawniony do odczuwania swojej wyjątkowości, bo miał do dyspozycji wsparcie co najmniej 2/3 Polaków, łącznie z tymi, którzy mieszkali na emigracji.

Wałęsie wypomina się podpisanie lojalki SB, ale nie wspomina się, że nie chciał podpisywać lipnych propozycji rządu PRL dopóty, dopóki nie będą one zgodne z oczekiwaniami Polaków - strajkujących i popierających strajki. Jego odmowa podpisywania miała sens i przyniosła skutki przerastające oczekiwania i nadzieje. Premier Jagielski musiał nieźle się napocić, aby Wałęsa zechciał użyć swojego wielkiego długopisu.

Pamiętajcie o tym i porównujcie.

*

Jeżeli uważasz, że budowanie wspólnej Europy to fikcja, a jesteś temu przeciwny, to nie masz czym się przejmować. Fikcja nie istnieje.

*

Wspominki c.d. - http://jerzy-kalwak.blog.onet.pl/?p=22 - Polski Don Kichote 17 grudnia 2012

 

Za wizerunek Jarosława Kaczyńskiego odpowiada Miguel de Cervantes, autor opowieści o Don Kichote z La Manchy. Np. to, że Jarosław Kaczyński nie był internowany jest realnym odbiciem opisu spotkania z lwem w klatce, jakie miał Don Kichote. Leniwy lew nie chciał wyjść z klatki, aby rycerz mógł z nim walczyć, więc Błędny Rycerz uznał, że lew siedział w klatce sparaliżowany strachem przed jego włócznią i nim samym.

Podobnie Don Kichotowi wydawało się, że historia przedstawiana w teatrzyku kukiełkowym dzieje się naprawdę. Tak samo bliźniakom Kaczyńskim mogło wydawać się, że oni naprawdę schowali księżyc do worka, czego przed nimi nie dokonał nikt i to ich predestynuje do roli zbawicieli Polski, a nawet całego świata.
Don Kichote, podobnie jak Jarosław Kaczyński, był mężczyzną chudym i wysokim, przystojnym, wzbudzającym pożądanie najpiękniejszych księżniczek przedstawicielem ubogiej i prowincjonalnej, ale starożytnej przecież, patriotycznej i religijnej szlachty.

Co do pochodzenia Kaczyńskich czytałem też tekst o tym, że wywodzą się ze starego rodu pododeskich konwertytów na kalwinizm. Stąd wielka kariera ich przodków na niemieckim dworze rosyjskim. Ale to na pewno jakaś złośliwość nacjonalistycznych antysemitników.

*

Politycy, działacze, w ogóle ludzie związani z PiS, zorientowali się nagle, że są bezradni i osamotnieni. To znaczy oni to wiedzieli zawsze, ale ukrywali to przed samymi sobą. Wmawiali sobie, że zawołania w rodzaju: "kupą panowie", "w jedności siła", "razem do przodu", "jesteśmy lepsi" itp. mają moc magicznych zaklęć, po których wszystko dzieje się samo. Tak jest tylko w baśniach.

Teraz, kiedy wszyscy już widzą tę ich bezradność, a oni sami wiedzą, że wszyscy ją widzą, będą udawać kogoś innego. Jak PAD, który posłał ustawę o zgromadzeniach do TK, a potem podpisał ją bez żadnej zmiany. Będą udawać, że są otwarci na negocjacje i ustępstwa, obiecywać, że z czegoś zrezygnują. Wszystko po to, aby zachować swoje zdobycze, stan posiadania.

Nie będą już gotowi i zdolni do poświęcenia czegokolwiek, aby dogadać się ze społeczeństwem. Będą bezradnie czekać do wyborów i nie zrobią nic pozytywnego, jeżeli nawet mieliby na to ochotę.

Osamotnienie PiS jest spowodowane tym, że społeczeństwo nie oczekuje już od tej partii niczego i niczego się nie spodziewa. Widzi pisowską bezradność i niemoc, zna ją na wylot. To przypomina wyczekiwanie na upadek PRL, od kiedy było już wiadomo, że PZPR próbuje dogadywać się z Polakami, by przetrwać. Patrzyliśmy na ich bezładną i nieudolną szarpaninę i dobijaliśmy ich ironią, kawałami jak o Marsjanach. Byli Marsjanami, zasługiwali na ironię i pogardę.

W końcu spotkali się z nami w Magdalence i przy okrągłym stole. Warto było poczekać, aż opadną z sił.

*

Kto by pomyślał, że minister Waszczykowski może być śmieszniejszy od asystenta Misiewicza?

*

Wiadome środowiska we Francji protestują przeciwko nowej kampanii reklamowej kosmetyków Yves Saint Laurent, argumentując, że zbyt śmiałe pozy modelek mogą skłaniać do gwałtów - http://s3.viva.pl/…/kampania-saint-laurent-na-jesien-2017-4….
Kogo mogą skłaniać? Wiadomo, kogo mają na uwadze owi świętoszkowaci wrażliwcy. Chcą ustrzec długonogie i szczupłe Francuzki przed chuciami islamskich imigrantów, którzy ich zdaniem nie panują nad swoim instynktownym pociągiem seksualnym i mogą rzucać się na szyby wystawowe drogerii. Poza tym ich zdaniem te modelki są nienaturalnie szczupłe.

YSL_photo

YSL na zdjęciach pokazuje fakty. Takie wyjątki, które nie podważają reguły, ale wytyczają kierunek. Mężczyźni rozumieją, o czym piszę. Kobiety nie po to eksponują swoje walory fizyczne i erotyzm, aby zdobyć władzę, jak twierdzą zbyt obfite i krótkonogie feministki, lecz po to, by zdobywać mężczyzn. Estetyka w służbie biologii, połączone z przyjemnością.

Jeżeli po drodze pojawi się jakiś gwałt, to - jak i przedtem - odpowie za niego gwałciciel, a nie YSL. Tak powiada prawo. Posiadanie broni nie daje uprawnień do zachowań agresywnych. Dlatego nie ma powodu do zakazu takiej reklamy.

Nazywanie tego typu reklamy prowokacją i atakiem na społeczeństwo, to kwestia doboru słownictwa. Słownictwo nie jest zideologizowane, dopóki nie jest używane ideologicznie. Jak pistolet, nóż czy siekiera.

Tak, to można nazwać prowokacją - estetyczną, obyczajową, biologiczną (na zasadzie: ludzie tak nie wyglądają). Nie jest to pierwsza i ostatnia prowokacja.

Władze boją się, że wygłodniali erotycznie muzułmanie rzucą się na wysokie i wiotkie dziewczyny na szpilach? I dlatego wolą zakazać golizny? To jest zachowanie defensywne. Pilnujcie dziewczyn lub izolujcie rozbudzonych muzułmanów, jeżeli naprawdę są niebezpieczni. Pilnujcie także katolików. Katolicy też gwałcą. Bezbożnicy także.

*

 Suzuki podpowiadał, żeby kij trzymać za obydwa końce.

*

PiS się kończy na ć, jak każdy bezokolicznik. Marzec kończy się twardo, na c. To na pewno skutek wpływów niemieckich, powiedziałby Nadczłowiek Kaczyński.

*

Inteligentna i ładna facetka 40+! Marzenie każdego nastolatka 60+ na wiosnę. A potem na lato, jesień i zimę.

*

Dialog typu fejsbukowego -

Krzysztof Romanowski do Jerzego Kałwaka: - Chyba cię popierdolilo tak ci napisze.

Jerzy Kałwak: - I co, pomogło ci?

Krzysztof Romanowski: - Nie. Na głupotę i pazerność dla was nie ma lekarstwa lewackie świnie.

Jerzy Kałwak: - Musisz znów spróbować.

Krzysztof Romanowski: - Już nic nie muszę.

Jerzy Kałwak: - Czyli pomogło.

*

Kiedy człowiek nie ma jednego z dwóch - inteligencji albo poczucia humoru, nie ma od razu dwóch ważnych rzeczy naraz. Co wtedy ma?

*

Gdyby wejrzeć w ich biografie (za dużo powiedziane o życiu takich ludzi), to wyszłoby na to, że za Gomułki wyganiali Żydów z Polski i pałowali studentów, chodzili na pielgrzymki na Jasną Górę, wtórowali Gierkowi zbiorowym "Pomożemy!", wodzili rej w komitetach kolejkowych pod mięsnymi, wstępowali do inspekcji robotniczo-chłopskich za Jaruzelskiego, donosili do SB i PZPR na kolegów z pracy i sąsiadów, palili opony w latach 90., kradli papier toaletowy w zakładach pracy i co tylko się dało wynieść, w końcu zostali docenieni przez Rydzyka jako Narut. Mamy za swoje, że broniliśmy ich za komuny jako pokrzywdzonych przez kłamliwy system, nadstawiając za nich karku w tych KOR-ach, KPN-ach, podziemnych gazetkach.

*

Proszę bardzo: ssaki. Przed chwilą nakarmiłem zwierzęta. Ssaki. Futerkowe. Koty. Ucieszyły się na mój widok. Nie tylko dlatego, że dostały mięsko. Lubimy się i okazujemy to sobie, rozmawiamy ze sobą, nie mając przecież pewności, co kto mówi; po tonacji głosu rozpoznajemy napięcie emocjonalne. Pomagamy sobie. Należymy do tego samego świata, żyjemy w tej samej przestrzeni, mieszkamy pod jednym dachem. Nie interesuje mnie, jak nazywa się ich bóg, nie wiem, jak się do niego modlą.

*

Trump, nie podając Merkelowej ręki do wspólnego zdjęcia, sam się zdegradował poniżej własnego poziomu.
Gdyby pozostał na swoim poziomie, zacząłby Merkelowej wkładać łapy pod spódnicę.

*

Kaczyński obraża każdego w swoich wiecowych zaślinionych splątaniach, w których początki zdań nie wiążą mu się z końcówkami, a w środku plączą mu się w węzły osobistych dygresji, które natchnionym wyznawcom prezesika rozpalają policzki, a iskry uniesień w oczach zapalają. Poważnie tego brać nie można, jak każdego kłamstwa i zmyślenia. Może niektórych to bawi, mają diabelską satysfakcję z flancowania zła na każdym skwerku?

Zawsze wybierałem sprawność w rodzaju słowotwórstwa Wojciecha Młynarskiego, on jeden z nielicznych nie potrafił nudzić po polsku jakimiś wytryskami kłamliwego patosu, które język ojczysty zanieczyszczają.

*

>Zły Niemiec<. Czyli jaki? Taki, który krytykuje pomysły polskiego ćwierć-premiera na temat lotniska. Zły, bo krytykuje Polaka? Co za idiotyzm!

*

Gdyby nie samoświadomość, artyści byliby w gorszym położeniu, niż pracownicy kanalizacji miejskiej.

© Obserwatorium Katastrof - OK!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci